29
03
2010
Wbrew pozorom nie będzie o filmie. Ale mimo wszystko będzie hydro.
Zdarzało mi się mieszkać/przebywać w wielu miastach naszej matuszki Polski.
Zarówno na południu, jak i trochę bliżej bieguna.
W żadnym dużym mieście (150k mieszkańców i więcej) woda z kranu nie nadawała się do spożycia ani przed, ani po przegotowaniu. Zakamieniona, rdzawa, nieokreslonego koloru, albo przezroczysta, ale w tym ostatnim przypadku prawdziwa twarz wychodziła podczas gotowania.
Gliwice, Wrocław, Kraków, Gdańsk. Nie wiem, być może zależało to od dzielnicy, ale w żadnym z tych miast nie napotkałem zdatnej do picia wody.
Herbata na takim 'rozpuszczalniku' zostawia na szklankach i kubkach osad, ktorego ciężko się pozbyć, gdy zaschnie. W smaku niepodobne toto do niczego. W wielu miejscach koniecznym stawał się zakup wody z hipermarketu, chociażby tej najtańszej, za 'złoty piątka', bo mimo, że tania, to smakowała o niebo lepiej niż ta z rur.
W mniejszych miastach sytuacja jest wydaje mi się trochę lepsza. Woda nie jest tak syfiata i nawet da się ją pić.
Zastanawia mnie dlaczego w dużych miastach nic się z tym nie robi? Dlaczego zmuszeni jesteśmy albo do picia gnoju albo do kupowania wody (moment moment, za co ja płacę spółdzielni?...) w butelka PVC, które jak wiadomo na przykład biodegradowalnością nie grzeszą...choć można z nich zrobić na przykład łóżko...ale nie o tym miałem...
Czy naprawdę ta woda, która leci u nas z kranu, spełnia wymogi sanitarne czy jakie tam są ponakładane? Czy nie okaże się wkrótce, że to nie spaliny, emisja CO2 czy aspartany na spółkę z innymi *anami sodu szkodzą nam najbardziej, a właśnie woda?
Ot prawdziwa hydrozagadka.
W Gdańsku też to odczułeś? Ja tam na wodę w moich kranach specjalnie nie narzekam. A w której dzielnicy mieszkałeś? ;)
W Jelitkowie, i w jeszcze jednej, nie pamiętam już jak się nazywała.
Wiem, że blisko było i do plazy i do jakiegoś molo czy pomostu...
Też, świństwo...
Ta druga to pewnie Przymorze. Jak tam to nie wiem. Chociaż o Jelitkowie to chyba faktycznie kiedyś mi się obiło o uszy, że tam z wodą nienajlepiej.
Gdańsk ma kilka ujęć? Jak tam u was z rurami? Często pękają?
Być może problemem jest właśnie stan rurociągów...w końcu były budowane już kawałek czasu temu. Ale jeśli tak, to powinny zostać wymienione, średnio mi się uśmiecha pól tablicy Mendelejewa z kawą na śniadanie....
Szczerze mówiąc nie wiem, czy ma kilka ujęć, ale jest to niewykluczone. Poza tym woda może być zasyfiana dopiero na niektórych odcinkach co starszych rur. Może główne arterie zostały wymienione, a poszczególne odgałęzienia jeszcze kuleją. Ja mieszkam w stosunkowo młodej dzielnicy na przykład. Jeszcze 20 lat temu mało co tu stało.
Może to moja paranoja, ale węszę tu kolejny spisek cygańskiej żydomasonerii...
Kurde, przejrzałeś nas! Tak, mamy własne ujęcie, własne rury i... potężne łapówki płacone robotnikom przy każdych większych wykopkach :D
Ha! Zgnijecie w pierdlu!
A tak na serio to nie o to mi chodziło...
Jakość wody pogarsza się już od dłuższego czasu, zmuszając ludzi do kupna wody, która tak naprawdę jest kranówą, tylko że w PVC...
Tak, te 5litrowe 'mineralki' za zoty piuntka to nie żadne 'mineralki' tylko zwykla woda z kranu...
Eh, znałem swego czasu gościa, który z dość dużego miasta jeździł regularnie do podmiejkiej wioski, na mały cmentarzyk, bo było tam też głębinowe ujęcie wody pitnej. Podobnoż była o niebo lepsza niż ta z wodociągów...
Tak się właśnie zastanawiałem, o co tam chodzi w poprzednim wpisie. Teraz już wiem. Ale pomijając to, że jestem wysoce sceptyczny względem wszelkich teorii o żydo-cygańskich, arabo-murzyńskich masonach, chyba nie mam nic konstruktywnego do dodania...
Nie no te spiski to tak ćwierć żartem, pół serio...
Ale przyjrzyj się wodzie...ona prawdę ci powie...
:]
Gdańsk Wrzeszcz - na wodę nie narzekam. A co do ujęć wody to tak, większe miasta korzystają najczęściej z kilku ujęć. W przypadku Gdańska - aż 15.
Ujmowany poziom wodonośny z pokładów czwartorzędowych praktycznie nie jest chroniony przed zanieczyszczeniami z powierzchni terenu, brak jest izolacji w postaci utworów nieprzepuszczalnych.Infiltracji zanieczyszczeń sprzyja między innymi ukształtowanie o małych spadkach oraz piaszczysta budowa podłoża. W ochronie ujęcia ważne jest między innymi nie odprowadzanie do gleby olejów, benzyn i substancji ropopochodnych oraz innych zanieczyszczeń, unikanie stosowania nawozów sztucznych i naturalnych w rejonie ujęć wody.
Nie brzmi to zbyt optymistycznie :/
No ale woda wodą, a rury swoje za uszami mają...
Z tego, co piszesz wynika, że natknąłeś się na wodę z ujęcia Czarny Dwór lub Zaspa Wodna. Mam okazję raz na jakiś czas pić wodę z tych ujęć (LP mieszka na Żabiance) i... no... to nawet po filtrowaniu trudne jest do picia. Ostro to to uzdatniają.
Co do rur - to też się niestety zdarza. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że taka np. woda stołowa lub mineralna zupełnie nie nadają się do gotowania. Całe szczęście, że niektóre z nich to po prostu kranówa z innego miasta ;D
No niby całe szczęście, ale płacić 30 groszy za litr kranówy* to woła o pomstę do spółdzielni!
Sporym problemem u mnie jest zakamieniona woda. Nie tylko niszczy baterie, zarówno łazienkową jak i kuchenną, ale w dodatku potencjalnie może niszczyć inne sprzęty domowe, jak chociażby żelazko.
Co prawda wlewam tam przegotowaną, ale cholera wie na ile to pomaga. Póki co dopiero kombinuję destylowaną.
Płacę grubą kasę i spółdzielni i wodociągom, a dostaję za to syf z sodomią i gomorią. A jakość tego syfu pogarsza się z roku na rok i z miasta na miasto.
*zapomniałem - w uproszczeniu ofkorsPrzewspaniała to może ona nie jest, kamienia nieco ma także, co widać po pół roku używania czajnika na przykład, ale generalnie nie truje, nie śmierdzi i nie świeci po ciemku. Nieraz młodszym nieco będąc* gasiłem nią pragnienie gdy nie było nic innego w domu, i nawet smakowała.
________
* – teraz z pewnością nie jest gorsza.
Raczej chodzi o butelki PET, a nie PCV. :)
Tak, żeby ktoś kolejny się w błąd nie wprowadził. ;)
№ 19
30 03 2010 o godzinie 09:13:30
rzekł n3m0
(Komentarz zmodyfikowany 30.03.2010 o 09:14)
Pewnie racja, PVC to do tych co bardziej 'kopią'...
do wyrobu opakowań (głównie przezroczystych) do cieczy i proszków używanych w gospodarstwie domowym i kosmetyce
THX :)
BTW. PCV to niepoprawny skrót, przynajmniej wikipedia tak twierdzi :]@Marsjanin
nie truje - a skąd wiesz?
Jak byłem młodszy też pijałem. Teraz sie obawiam i wzdragam... między innymi z przyczyn podanych przez Ciebie: wystarczy spojrzec do czajnika....ble
W Lodzi jest nie najgorzej - przynajmniej w porownaniu z Warszawa, gdzie jest masakra totalna.
A co do skrotow - PVC (po angielsku) albo PCW (po polsku).
Ja problemy z wodą rozwiązałem za pomocą filtru dzbankowego Brita. Kranówa jest u mnie nie najgorsza, ale to jednak kranówa. No i ten osad z kamienia. Po przefiltrowaniu -- piję, jak dotąd bez skutków ubocznych. W herbacie wreszcie nie pojawia się ten durny osad. Żelazko jest mi wdzięczne. No i nie muszę taszczyć butelek z marketu. Co prawda filtry kosztują, ale to i tak powinno wychodzić taniej niż kupowanie wody, nie mówiąc o wygodzie.
Niestety nie wiem, jak te filtry sprawdzają się w przypadku naprawdę kiepskiej wody.
№ 23
30 03 2010 o godzinie 16:52:44
rzekł Hoppke
W Zielonej Górze nie narzekałem, ale w rodzinnym mieście człowiek może i przyzwyczajony był (chociaż np. u kumpla który mieszkał w kamienicy przy Deptaku woda mi wybitnie nie smakowała-pewnie w centrum ciężko wymienić rury...). Zresztą ZG chyba nie spełnia kryterium 150k+ mieszkańców :)
Nie narzekałem też na wodę w Poznaniu. Całkiem całkiem (Rataje).
Kwestię osadu w kubkach i szklankach załatwiam tak jak vmario, czyli przelewowym filtrem Brity. Możliwe, że trochę poprawia smak -- na pewno drastycznie redukuje osad w kubku (i pewnie pomaga też czajnikowi i żelazku).
@vmario,@Hoppke To jakieś papierowe ustrojstwo? Ile toto kosztuje?
Ciekwe co w efekcie będzie tańsze, kranówa z PET czy kranówa przez filtr. I dlaczego w dalszym ciągu muszę płacić za wodę 'pitną'...
Wpisz sobie w Google i zobacz, jak to wygląda :) Bierz pod uwagę nowszą wersję, Maxtra, bo ponoć filtruje lepiej od poprzedniej wersji, którą chyba wciąż można jeszcze spotkać.
Dzbanek to jednorazowy koszt <100PLN (w gruncie rzeczy to po prostu trochę plastiku, nic ponadto, chyba że kupisz jakąś wybajerzoną wersję). Do tego dochodzą wkłady z materiałem filtrującym, coś ok. 20PLN sztuka (najlepiej kupować zestawy po kilka sztuk). Wkład teoretycznie starcza na miesiąc, w praktyce to zależy od zużycia wody. Ja zmieniam wkład gdzieś tak raz na dwa miesiące, bo mieszkam sam.
Dzbanki i filtry na ogół można dostać w większych marketach, czasem na jakiejś fajnej promocji.
Kicha trochę bo to zacznie wychodzić taniej od butelek dopiero po jakichś trzech latach (zakladajac konsumpcję 20 litrów tygodniowo)...
Na promocje raczej nie liczę. W tym świecie nikt nikomu nic za darmo nie daje i jeśli coś jest tanio w promocji, to musi być jakiś hahahaczyk.
Poza tym bylo nie bylo to i tak jest workaround bo zdatna do picia woda powinna lecieć rurami...